Ten z uciekającym dniem

Dzień Niepodległości, Święty Marcin i… tatuaż? Czyli nasz leniwy dzień z przygodami

Hejka kochani!

Dziś mamy podwójne święto — Dzień Niepodległości i Świętego Marcina!
A my co? Spaliśmy do 11:00… i to z wielkim trudem się zwlekliśmy! Ja to nawet próbowałam wrócić do łóżka, ale rozsądek (czy raczej wizja tatuażu o 14:00) zwyciężył. Tak, dobrze czytacie – nasz tatuażysta pracuje nawet w święta i niedziele. On po prostu uwielbia swoją pracę i traktuje ją jak hobby, więc czasem robi wyjątek dla swoich „stałych klientów”

Poranny dramat (czyli ja kontra budzik)

Nie wiem, co się ostatnio dzieje, ale coraz częściej (obstawiam jakieś fizyczne zaburzenie) — serio, nie mogę się rano zwlec z łóżka. Kładę się o 23:00, posłucham książki z godzinkę, zasypiam… i budzę się najwcześniej o 11:00.
Cukier? W normie. Ciśnienie? Też, bo przecież biorę beta-blokery. Temperatura? No cóż… 38,1–38,4°C cały czas.
Nie mam pojęcia, co się dzieje. Może Wy macie jakieś pomysły, czemu śpię po 12–14 godzin dziennie jak małe dziecko?

Tatuażowy pośpiech

No więc wypiłam kawkę, napisałam do Olka (naszego tatuażysty- imie wymyślone), że jestem „na tym etapie”, czyli przy kubku z kofeiną, i spokojnie poszłam się kąpać. Tomek w kolejce do łazienki, ja relaks, aż tu nagle — Olek pisze:

„Hej, jak sytuacja? Bo byliśmy umówieni na 13:00.”

A ja: „Eee, nieee, na 14:00!”
Oczywiście przewertowałam rozmowę i… racja była po jego stronie
Więc ekspresowa akcja — ogarnięcie w 5 minut, skok do auta i jazda! Na szczęście Olek jest tylko jedno osiedle dalej, więc byliśmy w 15 minut (licząc krążenie po centrum w poszukiwaniu miejsca, wiadomo).

Tatuaż się trochę przeciągnął, bo dorabialiśmy dwa nowe wzory — mój pseudonim w logo i kontynuację starego tatuażu. Pogadaliśmy przy tym o II wojnie światowej (jak to z Olkiem – rozmowy zawsze od tatuażu po historię) i czas zleciał błyskawicznie.

Wróciliśmy, a tu… katastrofa biurowa

Na pierwszy rzut oka widzę mój kalendarz… pogryziony! Santiago najwyraźniej się nudził i postanowił sprawdzić, jak smakuje papier.
A że kalendarz to nie zwykły — tylko szkolno-nauczycielski od września do sierpnia — to trzeba będzie go reanimować, bo trochę jeszcze mi posłuży!

Operacja „kolor włosów”

Po wszystkim Tomek wziął się za farbowanie moich włosów, bo nowe doczepy okazały się ciemniejsze od moich. Efekt? Idealnie dopasowane… ale dla mnie ciut za ciemne. No cóż, wypłuczą się – jak zawsze!

Potem wypiłam trzy energetyki (tak, TRZY!), bo miałam wrażenie, że zasnę na siedząco. Na szczęście pomogły i teraz siedzę, piszę i nie przysypiam


Jutro planuję wstać najpóźniej o 10:00, bo Tomek ma popołudniową zmianę, a trzeba jeszcze ogarnąć zakupy.
Na dziś kończę, życzę Wam miłego wieczoru i spokojnego dnia jutro

Buziaki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *